Pogaduchy przy herbacie: jak uratowałam swoje włosy od czeluści piekielnych. (zdjęcia)

Witajcie kochani! Dziś przychodzę do Was z postem, który od bardzo dawna chciałam napisać. Opowiem Wam o jednym ze swoich licznych hobby, czyli o włosach. Tak, moje włosy są moim hobby, a dokładniej rzecz ujmując: lubię o nie dbać. ;) Jednak nie zawsze moje włoski były takie ładne jak są teraz. O tym opowiem Wam za chwilę.

JAK WYGLĄDAŁY MOJE WŁOSY
Moje włosy przeszły ze mną długą i trudną drogę. Jako mała dziewczynka byłam posiadaczką lśniących, długich i zdrowych włosów. Jednak będąc w gimnazjum popełniłam błąd, którego żałuję po dziś dzień. Pozwoliłam moim koleżankom z klasy wyprostować swoje włosy. W tamtych czasach nie mówiło się o sprayach do ochrony przed wysoką temperaturą, a prostownice były, jakie były. Później było już tylko gorzej. Z wiekiem przybywało eksperymentów, które rzekomo miały poprawić stan moich włosów no i zarazem mój wygląd (wiecie, nastolatki). W efekcie tylko go pogarszały. Zbyt częsta zmiana szamponów i odżywek, które źle dobierałam, prostownica i (o zgrozo) farbowanie. Doprowadziłam do tego, że moje włosy stały się suche, łamliwe, puszące się. O rozdwojonych końcówkach to już nawet nie wspomnę. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć ewolucję moich włosów. Obecny ich stan pokazuje zdjęcie, które możecie zobaczyć na samej górze wpisu na zdjęciu tytułowym. 
W dalszej części posta opowiem Wam jak uratowałam swoje włosy i jakich produktów w tym celu używałam.



SZAMPONY I MYCIE GŁOWY
Pierwszym ważnym punktem w metamorfozie moich włosów był szampon. Z gigantycznej liczby przetestowanych przeze mnie produktów, zdecydowałam się na dwa. Odkryłam też, że dobrze jest raz na jakiś czas zmienić szampon bo włosy przyzwyczajają się do tego jednego, a przez to efekty jego działania nie są już tak zauważalne. Sęk tkwi jednak w tym, żeby były to 2/3 szampony, które stale ale na zmianę używacie. Wybrałam klasyczny Head&Shoulders i kokosowy szampon z odżywką marki Timotei. 
Ten pierwszy cenię za to, że spełnia swoje najważniejsze zadanie, czyli oczyszcza skórę głowy. No i jest przeciwłupieżowy, a to dodatkowy plus. Ten szampon gościł w mojej rodzinie przez wiele lat. 
Drugi produkt cenię za zawartość olejku kokosowego, który nadaje moim włosom miękkości i delikatnego połysku. Plusem jest też to, że jest to szampon i odżywka w jednym. Szampon ten zabieram głównie wtedy, kiedy wyjeżdżam i nie mam czasu na nakładanie odżywki lub maski.

WAŻNE: to w jaki sposób myjemy włosy jest również bardzo ważne! Szampon powinno się rozpieniać najpierw na dłoniach, a dopiero następnie wmasowywać w skórę głowy. Dzięki temu wyrywamy sobie mniej włosów, a poza tym: taki masaż głowy odpręża. :)

ODŻYWKI
Bardzo lubię używać odżywek. Moimi ulubionymi są: odżywka z czarnej rzepy marki Herbal Care i odżywka z olejkami marki Dove. Pierwszą odżywkę kupiłam w celu zahamowania wypadania włosów. Z perspektywy czasu można to uznać za pewien akt desperacji bo żaden produkt nie zwalczał problemu. Niespecjalnie wierzyłam, że może ten akurat zadziała. Zwłaszcza po tym jak kilka koleżanek wyraziło swoją niepochlebną opinię na temat Herbal Care.
Postanowiłam mimo wszystko dać odżywce szansę co okazało się trafioną decyzją. Nie przyspieszyła co prawda porostu włosów ale zatrzymała ich wypadanie, odżywiła je i nawilżyła.
Drugą odżywkę kupiłam też w akcie desperacji ale w innych okolicznościach. Szukałam innej ale nigdzie, no nigdzie, nie mogłam jej znaleźć. Chciałam, aby moje włosy przestały się puszyć. W końcu capnęłam tę z Dove z półki sklepowej w Biedronce. Olejki, a to może, może... Chociaż niektóre produkty niby zawierają olejki, ale tak naprawdę nawet obok nich nie stały. Odżywka okazała się moim hitem: okiełznała moje puszące się włosy.

WAŻNE: odżywek nie nakładamy na skórę głowy. Nakładamy je mniej więcej od wysokości ucha, począwszy od końcówek. Odżywka z czarnej rzepy stanowi pewien wyjątek bo nie powoduje przetłuszczania się włosów i nie szkodzi skórze głowy.

MASKI
Oj maski, maski, maski... Broniłam się przed nimi jak diabeł przed święconą wodą. Dlaczego? A dlatego, że byłam niecierpliwa i chciałam za każdym razem szybko umyć włosy. Mieć problem z głowy. No, a maskę trzeba potrzymać na włosach dłużej niż odżywkę. Postanowiłam jednak się przełamać i spróbować. Zainwestowałam w maskę, czepek, dodatkowy ręcznik i rozpoczęłam spa. Używałam kilka różnych masek ale żadna nie sprawdziła się dobrze w moim przypadku. W końcu niczym grom z jasnego nieba spadła na mnie promocja na maseczki do włosów marki Biovax (której fanką nie byłam na początku) :D. Jednak nasłuchałam się tylu dobrych opinii na temat ,,ekskluzywnego trio'' (teraz to już w sumie są cztery), że musiałam spróbować. Zaczęłam od maseczki z arganem i złotem. Moje włosy potrzebowały wygładzenia. Internetowe opinie nie powaliły mnie na kolana ale kierowana intuicją: zaryzykowałam. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Włosy po maseczce są wygładzone, lejące i mięciutkie. 

WAŻNE: warto pamiętać o tym, żeby nie nakładać maski zbyt często: włosy mogą przyzwyczaić się do niej i przestać reagować na jej działanie. Ja nakładam maskę raz na tydzień/dwa tygodnie. Trzymam ją pod czepkiem i ręcznikiem przez godzinę. 
SERA NA KOŃCÓWKI
Serum na końcówki włosów jest tym, o czym nie wolno zapomnieć w pielęgnacji swoich włosów. Z szerokiego wyboru produktów dostępnych na rynku, pokochałam natychmiast eliksir odżywczy z serii ,,Magiczna moc olejków'' marki L'Oreal. Żaden produkt nie wpłynął tak pozytywnie na kondycję moich końcówek. Olejek nawilżył je i odżywił. Końcówki nie wyglądają już jak suchy snopek siana. Oprócz działania zachwyciła mnie też wydajność produktu: pierwszą buteleczkę kupiłam w wakacje i jeszcze jej nie zużyłam.
Drugie serum wspomnianej już przeze mnie marki Herbal Care to olejek jojoba. Używam go od niedawna i tylko po zmyciu maski. Serum kupiłam w Biedronce. Póki co sprawdza się bardzo dobrze.

WAŻNE: serum powinno nakładać się delikatnie po każdym myciu włosów. Nie można przesadzić z jego ilością: jedno naciśnięcie pompki w zupełności powinno wystarczyć.

OLEJOWANIE
Olejowanie było kolejną rzeczą (tuż po maskach) przed którą się wzbraniałam. Na początku metoda ta nie sprawdziło się na moich włosach (puszenie). Dopiero po dłuższym czasie przyniosła efekty. Zasada w przypadku olejowania jest podobna jak w przypadku maski: zabiegu nie można robić zbyt często. Osobiście olejuję włosy raz na 3 tygodnie. Trzymam włosy w czepku i pod ręcznikiem przez 1,5 h. Mojego faworyta możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej (olejek arganowy, Nacomi).

WAŻNE: na początku każdej przygody z olejowaniem, nie polecam nakładania produktu na skórę głowy. Powoduje to nadmierne przetłuszczanie u niektórych osób. Ogólnie jestem zwolenniczką nakładania olejku od połowy włosów. Po zabiegu nie nakładam żadnej odżywki bo nie służy to moim włosom, aczkolwiek na początku przygody warto zadbać o dodatkowe ich nawilżenie.

SZCZOTKA I CZESANIE
Na początku myślałam, że szczotka to szczotka, a grzebień to grzebień. Żadna filozofia. Później dowiedziałam się (wyczytawszy w internetach), że to wcale nie jest tak jak mi się zdaje. Plastikowe szczotki i grzebienie to zło. To one w dużej mierze odpowiadają za to, że nasze włosy się puszą. Koleżanka poleciła mi (pewnie już Wam znaną) szczotkę Tangle Teezer. Kupiłam ją na promocji w drogerii Hebe. Lubię tę szczotkę bo jest kompaktowa: mieści się do każdej mojej torebki. Dobrze leży w ręce, jest lekka. Nie puszy włosów i ich nie wyrywa. 
Odnośnie do czesania: zaczynamy od końcówek włosów. Nigdy od czubka głowy. Staramy się robić to delikatnie, bez szarpania.

WAŻNE: na rynku krążą podróbki tej szczotki na co należy uważać przy jej zakupie. Jak odróżnić oryginał od podróbki przeczytacie tutaj KLIK .
SPRAYE CHRONIĄCE PRZED WYSOKĄ TEMPERATURĄ I PROSTOWNICA
Podczas walki o zdrowie swoich włosów ograniczyłam prostowanie włosów do minimum. Zdarza mi się prostować od czasu do czasu grzywkę bo jest krótsza od reszty włosów i podatniejsza na zawirowania i odgniecenia. Jeśli już używacie prostownicy, zwróćcie uwagę na sprzęt jakiego używacie. Osobiście polecam prostownicę marki Remington: keratin therapy. W sprzęt zainwestowałam w wakacje po pierwszej wypłacie z pracy wakacyjnej. Prostownica jest wygodna, ładna, szybko się nagrzewa. Posiada też funkcję, która reguluje nawilżenie włosów oraz temperaturę prostownicy. W płytkach zawarta jest keratyna, która działa pozytywnie na włosy. Nie wiem czy to prawda ale prostownica sprawdza się u mnie świetnie: włosy nie wyglądają na zniszczone prostowaniem.
Kolejną ważną rzeczą o której warto pamiętać jest spray termoochronny. Ja wybrałam egzemplarz  marki Schwarzkopf. Produkt jest wydajny i łatwy w aplikacji. Chroni przed wysoką temperaturą i pozwala utrzymać fryzurę na dłużej. Warto zwrócić też uwagę na to, że nie skleja włosów.



SUPLEMENTY
W mojej domowej apteczce zagościł Biotebal. Opakowanie zawiera 30 małych, białych tabletek. Pani w aptece powiedziała mi, że jest to obecnie produkt z największą zawartością biotyny na rynku. Biotyna ma pozytywny wpływ na skórę, włosy i paznokcie. U mnie tabletki sprawdziły się: suplement przyjmuję już drugi miesiąc. Teraz zrobię miesięczną przerwę, by móc znów do niego wrócić. Z czystym sumieniem mogę polecić Biotebal ze względu na jego widoczne działanie na kondycję włosów, ich połysk i porost. W przypadku paznokci się nie sprawdził. 

WAŻNE: jeśli jesteście zainteresowani kupnem tabletek Biotebal, popytajcie najpierw o ich cenę w kilku aptekach. Cena tabletek jest zróżnicowana. Osobiście przekonałam się, że w jednej aptece mogą kosztować 30zł, a w innej niedużo ponad 20zł.


RĘCZNIK I DIETA
Zmiana ręcznika też okazała się dla mnie bardzo ważna. Ręcznik powinien być delikatny i szybko wchłaniający wodę. Polecam te z mikrofibry, które doskonale sprawdzą się na włosach. Taki ręczniczek można było kupić swojego czasu w Pepco. 

WAŻNE: nie trzemy włosów ręcznikiem! Odciskamy nim wodę w sposób delikatny. 

Co powinno znaleźć się w naszym jadłospisie jeśli chcemy zadbać o włosy? Oto moja lista:

- łosoś: zawiera kwasy omega-3, białko, witaminy A, D i te z grupy B. 
- żółtko jajka; czerwone mięso: kaczka, wołowina, cielęcina; kakao, suszone morele, brokuły, fasolka szparagowa, kasza gryczana i jaglana: są to produkty bogate w żelazo.
- marchew: witamina A jest ważna jeśli chodzi o stan skóry głowy.
- szpinak: źródło witaminy C i A, które są niezbędne do produkcji sebum. 
- orzechy: bogactwo nie tylko kwasów omega-3 ale również cynku.
- kurczak, indyk, ryby, rośliny strączkowe, nabiał, jaja: źródło białka. Jego niedobór powoduje łamliwość włosów. 

CZEGO NIGDY WIĘCEJ NIE ZROBIĘ
Z perspektywy czasu dostrzegam jakie błędy popełniłam eksperymentując z włosami. Na pewno nigdy więcej ich nie pofarbuję (obecnie czekam aż odrosną mi włosy, zgrzeszyłam tym blondem), nie będę maniakalnie używać prostownicy czy suszarki (tej nie używam wcale) i nie położę się spać z mokrymi włosami.

Wszystkie wymienione przeze mnie produkty pojawiły się w mojej pielęgnacji włosów w różnych  jej etapach i w różnych odstępach czasu. Zestawienie kosmetyków zawarte w poście jest zestawieniem, które służy mi wiernie obecnie i od dłuższego czasu (poza olejkiem jojoba, który podbił moje serce niedawno).

A Wy jakich produktów do pielęgnacji włosów używacie? Znacie któryś z tych wymienionych przeze mnie? Może zdradzicie mi jak Wy dbacie o swoje włosy? 

Pozdrawiam serdecznie,

Patrycja


Komentarze